Misiek, misiek.....
Czwartek, 15 września 2011 Kategoria Lasy Mierzei, przygotowanie
| Km: | 30.65 | Km teren: | 30.65 | Czas: | 01:33 | km/h: | 19.77 |
| Pr. maks.: | 42.40 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1423kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Salamander | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pokręciłem dzisiaj sobie zgodnie z założeniem tylko po lesie, tak żeby sobie pokręcić . Noga kręciła , choć czuję po sobie, że do dłuższych maratonów w ternie jeszcze troszkę mi brakuje, troszkę kilometrów muszę przejechać aby wydłużyć dystans. Nawiązując jednak do dzisiejszej wycieczki, kurcze był moment, że serce miałem w gardle a gdyby admin w staty wliczał poziom adrenaliny to wyczerpałbym ten poziom chyba na cały sezon. Sytuacja była normalnie tragiczna. Jadę sobie lasem po wydeptanych ścieżkach i widzę w oddali spacerującego człowieczka, myślę spaceruje sobie facet po lesie więc jadę w jego stronę. Nagle jeb jetem już blisko klienta i widzę to, że on widzi mnie i woła DEBIL Misieeek !!, Misieeek, myślę sobie Misiek to pewnie jakiś zwierz, ale nie widziałem, że miśkiem będzie owczarek niemiecki z łbem jak słoń i spojrzeniem paraliżującym nawet mrugnięcia. Spojrzenie miśka mówiło wszystko "masz dwa wyjścia. pierwsze to zatrzymać się i pozwolić mi się zastanowić czy mam cię upierdolić, drugie to zmień bieg i ciśnij ile możesz bo mam ochotę cię upierdolić" Podświadomie posłuchałem Miśka i dzięki przypływowi adrenaliny i widokowi rozpędzającego się potwora pocisnąłem po leśnym terenie 42 km/h. Takiego czegoś dawno nie przeżyłem, czułem oddech Miśka na swojej prawej łydce, wiedziałem że jak choć przez chwilę przestanę kręcić to Misiek mnie zje!!!
Nie wiem jak długo to trwało, ale uwierzcie mi nie słyszałem nic poza biciem serca. Nie wiem dlaczego Misiek sobie odpuścił, może z przejęcia się sytuacją puściłem delikatniutkiego bączka którym piesio się zakrztusił i opadł z sił, nie wiem, ale nie wnikam w to, ważne że jestem cały bo gdyby mnie dopadł mogłoby by być słabo. Nie mam nic do wychodzenia z psem do lasu i puszczaniu go luzem, ale trzeba mieć choć trochę czujność. Facet mnie widział, miał czas na to aby zareagować, więc nie wiem dlaczego wcześniej nie ogarnął Miśka, nie wróciłem się i nie zapytałem:)
Nie wiem jak długo to trwało, ale uwierzcie mi nie słyszałem nic poza biciem serca. Nie wiem dlaczego Misiek sobie odpuścił, może z przejęcia się sytuacją puściłem delikatniutkiego bączka którym piesio się zakrztusił i opadł z sił, nie wiem, ale nie wnikam w to, ważne że jestem cały bo gdyby mnie dopadł mogłoby by być słabo. Nie mam nic do wychodzenia z psem do lasu i puszczaniu go luzem, ale trzeba mieć choć trochę czujność. Facet mnie widział, miał czas na to aby zareagować, więc nie wiem dlaczego wcześniej nie ogarnął Miśka, nie wróciłem się i nie zapytałem:)





